*Oczami Nialla*
Siedziałem przy stole w kuchni, jedząc śniadanie. Byłem zmęczony. Nie spałem całą noc. Gdy pisałem chyba 43 SMS-a do Amy dzisiaj, do kuchni wszedł Harry.
-Siema. - mruknął, ziewając jednocześnie.
-Cześć. - odpowiedziałem, wpatrując się w ekran telefonu.
-Co z Amy? - zapytał, siadając.
-Nijak.
Naszą rozmowę przerwał dźwięk SMS-a z mojego telefonu. Podskoczyłem jak oparzony. To był SMS od Amy. Napisała ''Mogę wrócić do domu? Przepraszam za wszystko. :-(''. Natychmiast odpisałem. Oczywiście się zgodziłem.
*30 minut później*
W drzwiach stanęła drobna, ciemna blondynka o porcelanowej cerze i poszarpanych ubraniach.
-Amy!!! Jak ty wyglądasz? Kochanie! - przytuliłem ją.
-Przepraszam. - mówiła, jednocześnie łkając.
-Już wszystko dobrze. Nie martw się. - mruczałem, czując jak ściska mi gardło.
W tym samym momencie w kuchni pojawiła się Christina w samej bieliźnie. Była jak zwykle, perfekcyjnie umalowana i na jej twarzy malowała się pewność siebie.
-Co ona tu robi? - zapytała roztrzęsiona Amy.
-Jestem, debilko. Nie widać. - odpowiedziała niechętnie dziewczyna.
-Dzisiaj się stąd wynosisz. Pakuj swoje szmaty i won!!! - krzyknąłem.
-Nigdzie nie idę.
-Idziesz, idziesz. - odburknęła Amy.
-Spadaj. Lepiej idź sobie do kibla i się potnij lub porzygaj. - powiedziała Christina, a na jaj twarzy pojawił się wredny uśmiech.
W tym momencie Amy nie wytrzymała. Podbiegła do niej i dała jej w twarz. Christina upadła, a Amy kopnęła ją jeszcze parę razy.
-AMY!!!!!!!!!!!!! - krzyknąłem na cały dom, i przyjrzałem się strumyczkowi krwi, który płynął po brzoskwiniowych płytkach.
-Ma co chciała. - odpowiedziała Amy, a w jej oczach widać było szał.
-Ale... Czy? Czy ona żyje?
-Tak! A ciebie bulimiczko pozwę. POZWĘ CIĘ!!! - wrzasnęła Christina wijąca się na podłodze z bólu.
Nagle moja dziewczyna po prostu wybuchła płaczem. Mam wrażenie, że wcześniej była w czymś w rodzaju furii, szaleństwa. Nie panowała nad tym co robi. Postanowiłem pomóc wstać Christinie. Umyła twarz, a ja ją opatrzyłem. Amy siedziała przy stole i skubała swoje dłonie. Zawsze to robiła gdy się denerwowała. Po jej policzkach spływały łzy, zmywając puder i tusz. Wyraźnie żałowała, że to zrobiła. Odesłałem poszkodowaną do łazienki i postanowiłem z nią pogadać.
-Amy? Nie możesz tak żyć. Na prawdę potrzebujesz pomocy. Co jeśli ta bulimia to prawda? To niebezpieczne.
-Ty jej wierzysz?
-No niby nie, ale jak zjesz czegoś dużo, zamykasz się w łazience, puszczasz wodę i tam siedzisz. Później przez kilka dni nic nie jesz. Może ona ma rację?
-Ale ja nie mam problemu.
-Poczekamy jeszcze trochę.
-Ta, jasne. - mruknęła i poszła do pokoju. Najwyraźniej po to żeby się przebrać.
-Czekaj! Co z castingiem?
-Wygrałam. - wychyliła głowę zza ściany i się uśmiechnęła.
-Cieszę się. Nawet bardzo. - powiedziałem, oczywiście kłamiąc.
Jak się podoba? Starałam się :-)
